Na tropie fałszywego czasu – śledztwo w sprawie replik zegarków

repliki zegarków

Kiedy Janusz W., kolekcjoner zegarków z Warszawy, wszedł do małego sklepu w centrum miasta, jego uwagę natychmiast przykuł zegarek w witrynie. Klasyczny Rolex Submariner, w niemal nienagannym stanie, z kompletem dokumentów i atrakcyjną ceną, która – choć wciąż wysoka – była o kilka tysięcy złotych niższa niż w salonie. Sprzedawca zapewniał, że to „nietrafiony prezent” od wujka z zagranicy. Janusz kupił go bez chwili wahania. Dwa tygodnie później, w warsztacie zaprzyjaźnionego zegarmistrza, dowiedział się, że na jego nadgarstku nie spoczywa dzieło sztuki zegarmistrzowskiej, lecz perfekcyjna kopia – jedna z tysięcy, które co roku trafiają na polski rynek.

Tak zaczęło się nasze dziennikarskie śledztwo w sprawie replik zegarków – rynku, który w ciągu ostatniej dekady przeszedł ewolucję od tandetnych bazarowych podróbek po wyrafinowane „superklony” zdolne zmylić nawet doświadczonych kolekcjonerów.

Według danych szwajcarskiej federacji przemysłu zegarkowego co roku powstaje nawet 40 milionów fałszywych zegarków. Większość z nich jest produkowana w Azji, ale drogi, którymi trafiają do Europy, są coraz bardziej zróżnicowane. Dawniej dominowały przesyłki lotnicze maskowane jako „akcesoria modowe” czy „części metalowe”. Dziś fałszerze korzystają z setek małych paczek nadawanych z różnych krajów, co utrudnia celnikom ich przechwycenie.

Rozmawialiśmy z byłym funkcjonariuszem straży granicznej, który prosił o zachowanie anonimowości. – „Fałszywe zegarki to dla nas twardy orzech do zgryzienia. W przeciwieństwie do towarów masowych, takich jak odzież czy obuwie, pojedynczy zegarek zmieści się w kopercie kurierskiej. Jeśli wygląda dobrze, może przejść przez kontrolę bez wzbudzania podejrzeń. A superklony wyglądają bardzo dobrze” – mówi.

Te „superklony” to najnowszy etap w rozwoju rynku podróbek. Produkowane przy użyciu maszyn CNC, z materiałów identycznych z tymi stosowanymi w oryginałach, ważą tyle samo i mają niemal idealne wykończenie. W środku często znajdują się mechanizmy zmodyfikowane tak, by odwzorować układ mostków, rotora i śrub w sposób łudząco podobny do oryginału. W wielu przypadkach jedyną metodą weryfikacji jest pełny demontaż zegarka i porównanie poszczególnych elementów pod mikroskopem.

Podróbki najczęściej naśladują najbardziej pożądane modele: Rolexa Submarinera i Daytony, Omegę Seamaster i Speedmaster, Patek Philippe Nautilus, Audemars Piguet Royal Oak, Hublot Big Bang czy TAG Heuer Carrera. Fałszerze wiedzą, że ich wartość rynkowa jest ogromna, a rozpoznawalność – niemal powszechna. Dla niewprawnego oka różnice między oryginałem a kopią są niewielkie, a cena podróbki – choć wysoka jak na wyrób nielegalny – jest kusząco niska w porównaniu z oryginałem.

W trakcie śledztwa udało nam się dotrzeć do sprzedawcy działającego na jednym z popularnych portali aukcyjnych. Twierdził, że oferuje „zegarki kolekcjonerskie inspirowane luksusowymi markami”, a nie oryginały. Kiedy zapytaliśmy o legalność takiej działalności, stwierdził, że „klient wie, co kupuje”. Problem w tym, że – jak wynika z rozmów z poszkodowanymi – często jest dokładnie odwrotnie. Wielu kupujących jest przekonanych, że nabywa autentyczny produkt z rynku wtórnego, a dopiero później dowiaduje się, że padło ofiarą oszustwa.

Z perspektywy prawnej sytuacja jest jasna. W Polsce sprzedaż podróbek jest przestępstwem zagrożonym karą do dwóch lat więzienia, a w przypadku większej skali – nawet pięciu. Choć samo posiadanie repliki nie jest karalne, to próba jej sprzedaży już tak. Dodatkowo właściciel marki może wystąpić z powództwem cywilnym, domagając się odszkodowania za naruszenie praw do znaku towarowego. Mimo to ściganie handlarzy jest trudne – wielu z nich działa z zagranicy lub korzysta z fałszywych kont i pośredników.

Rozmawialiśmy także z zegarmistrzami, którzy na co dzień spotykają się z podróbkami w swoich warsztatach. Opowiadają o klientach, którzy przychodzą na serwis z przekonaniem, że mają w ręku zegarek wart kilkadziesiąt tysięcy złotych. Często prawda okazuje się bolesna – nie tylko dlatego, że to fałszywka, ale też dlatego, że repliki są wykonane z gorszych materiałów, co wpływa na ich trwałość i bezpieczeństwo użytkowania. W niektórych przypadkach niewłaściwie wykonane koperty czy zapięcia powodowały skaleczenia, a nieszczelne uszczelki prowadziły do zalania mechanizmu po kontakcie z wodą.

Śledztwo pokazało też, jak bardzo zmieniła się strategia marketingowa fałszerzy. Dawniej sprzedawano je wprost jako „kopie” lub „imitacje”. Dziś dominuje język zaczerpnięty z branży mody – „inspiracja”, „homage”, „wersja kolekcjonerska”. To gra słów mająca zminimalizować ryzyko prawne, choć w praktyce mówimy o tym samym: nielegalnym kopiowaniu chronionych wzorów i znaków towarowych.

Trudno przewidzieć, czy rynek podróbek kiedykolwiek zniknie. Jedno jest pewne – dopóki istnieje popyt, znajdzie się też podaż. I dopóki ludzie będą gotowi wierzyć w „okazje życia” bez weryfikowania źródła, dopóty fałszywy czas będzie odmierzał kolejne sekundy na nadgarstkach niczego nieświadomych właścicieli.